Radość to w Pełnej Miarce codzienność. Jest prosta, zwyczajna, przychodzi do nas razem z początkiem dnia, gdy pierwszy raz krzyżują się nasze spojrzenia. Towarzyszy nam w małych i dużych sprawach. Często jest cicha i odbijana w uśmiechu. Czasem jest głośna i związana z chwilą szaleństwa. Pojawia się razem ze spotkaniem, spojrzeniem w oczy, uśmiechem dzielonym z dzieckiem.  Rodzi się z zadziwienia tym co pozornie zwykłe i powtarzalne. Przeplatana jest chwilami smutku, żalu, krzyku złości i niezadowolenia.

Staramy się, żeby nasza radość była powiązana ze spotkaniem, zadziwieniem światem, nowym odkryciem. Unikamy produkowania jej przez grające zabawki czy inne fajerwerki. Intensywność przeżywiania pochodzi od nas samych – odzwierciedlamy emocje dynamicznie, wyraźnie, czasem wręcz w sposób przerysowany. Cieszymy się całymi sobą, a smutek dziecka dzielimy hojnym sercem. Wszystko po to, żeby rzeczywistość miała wyraźny kształt, którego maluchy mogą się uczyć.

Możemy śmiało powiedzieć, że dzieci w Miarce są przez większość czasu radosne. Wspieramy je w tym naszym własnym sposobem przeżywania codzienności. I nieustannie doceniamy mechanizmy lustrzane, dzięki którym dzielenie się pogodnym podejściem do życia jest takie proste.