Zadziwienie … czyli o tym, jak obserwacja zmienia moje widzenie

Zawsze, gdy przygotowuję się do poprowadzenia kolejnego mini-wykładu czy warsztatu, zaczynam od uaktualnienia moich obserwacji. Przypatruję się dzieciom, ich zachowaniom, gestom, zagaduję i sprawdzam, co się wydarzy. I za każdym razem odkrywam coś, co mnie zaskakuje.
Tym razem intensywnie przyglądam się temu, co dane dziecko rozumie, a czego nie rozumie, które słowo zna, a którego nie zna. Więcej o tych odkryciach opowiem/opowiedziałam na mini-wykładzie 8 lutego.
Tu chciałabym się napisać o meta – spostrzeżeniu, które mnie ogarnęło przy tej okazji. Najbardziej pasującym tu słowem jest ZADZIWIENIE.
Zadziwienie tym, co dzieci rozumieją (i które dziecko, co rozumie), a czego nie rozumieją.
Są słowa, sytuacje, następstwa zdarzeń, które dzieci (właściwie to konkretne dziecko) znają i bardzo dobrze przewidują – nawet jak podręczniki do psychologii mówią, że jeszcze nie czas. Ale są też najbardziej podstawowe słowa i sytuacje, których zupełnie nie ogarniają swoim spojrzeniem.
W Pełnej Miarce już z dzieckiem półtorarocznym, przychodzącym do nas od trzech miesięcy, mogę porozmawiać o tym, że czas ubierać się, bo wychodzimy na spacer (albo odwrotnie – dziecko przychodzi do mnie po śniadaniu i tłumaczy, że czas na spacer). Nie używając gestów mówię, żeby przyniosło kombinezon i buty i będziemy się ubierać – i mniej albo zgrabniej robi to. Wyraźnie widać, że próbuje zrobić, to o czym rozmawialiśmy.
Ale w tej samej rozmowie poprosiłam inne dziecko, żeby zaniosło ubranie cioci A., to ona pomoże. I coś nie zadziałało. Zaczęłyśmy sprawdzać „co nie działa” i okazało się ….. że po wielu miesiącach bycia z nami dzieci (i to wszystkie) nie znają naszych imion. Czy byłyśmy dla nich odrębnymi osobami? Jak bardzo? Tego nie wiem. Ale z pewnością, ważne dla dziecka było, że „pomoże”, a nie, że „ciocia A.”
Dopowiem tylko, że trzy zabawy w zanoszenie piłki określonej cioci wystarczyły, byśmy uzyskały imiona i stały się oddzielne.
Wniosek pozostaje jeden – warto sprawdzać, czy rozmawiamy o tym samym – zupełnie jak w rozmowach między dorosłymi.
